ISH, czyli „coś w tym stylu”

Jesteśmy w dzisiejszych czasach bardzo wygodni, wiele sobie wybaczamy, przestaliśmy jako pokolenie stawiać granice. Robimy wszystko niepełnym sercem, nie na całego, raczej ad hoc. To jest pokolenie, które zmęczyło się stawianiem jakichkolwiek granic. Duchem tej epoki jest niepewność i brak zaangażowania.

Pokolenie Z przynosi kolejne zjawiska, jednym z nich jest właśnie ISH. Starasz się być vege, ale jak ze znajomymi pójdziesz do Jeff’s- nie odmówisz amerykańskiego burgera? Segregujesz śmieci, ale na marsze klimatyczne nie chce Ci się chodzić, zwłaszcza jak leje deszcz? Lubisz go, jest wam fajnie, ale po co od razu razem mieszkać, lepiej jest mieć własną przestrzeń. Oglądasz kilka seriali, ale żadnego do końca i nie masz żadnego ulubionego? Jeżeli na większość pytań odpowiedzieliście twierdząco, to znaczy, że prawdopodobnie wpisujecie się w zjawisko „ich”. Nie jesteś „vegan” a raczej „vegan-ish”, nie jesteś „feminist” ale „femin-ish”, tak jakby w związku, ale nigdy nic do końca.

Dorastałam w latach 90. kiedy wszystko było dużo prostsze. Do wyboru miałam Bravo i Bravo Girl, dziś nie trzeba czekać, aż ukaże się kolejny numer naszego ulubionego czasopisma, inspiracje czekają na dowolnym portalu. „Słoneczny patrol” i Beverly Hills 90210″ a dla bardziej ambitnych było „Miasteczko Twin Peaks”. Dziś masz dostęp do wszystkich seriali, a sezon możesz obejrzeć w jeden dzień. Ściany miałam wyklejone plakatami moich idoli, którym byłam wierna. Dzisiejsi millennialsi mają luźne podejście do idoli. Instagram zastąpił ściany w plakatach, a lajka zostawia się pod każdym zdjęciem. Kiedyś to subkultury wyznaczały pewne zachowania, sposób ubierania się i poglądy. Obecnie żyjemy w natłoku informacyjnym i odbieramy jednocześnie tyle bodźców, że trudno zdecydować się na jedną utartą ścieżkę.

W dzisiejszych czasach lepiej nie wyrażać swojej opinii, bezpieczniej nie opowiadać się po którejś ze stron politycznych, nie pokazywać w mediach społecznościowych, że jest się wierzącym, bo można stracić przyjaciół, ludzie w social media przestaną cię followować , a w towarzystwie możesz zacząć uchodzić za kosmitkę. Dziś lepiej pozostać przy swoich poglądach, ale ostrożnie je okazywać. Powinnam była żyć w Paryżu w latach 50., wtedy posiadanie opinii było sexy. Wciąż jednak wierzę w waleczne jednostki, takie jak Greta Thunberg, które stawiają przed nami wyzwania. Są tak wyraziste, że nie sposób milczeć. Może nadejdzie czas, że znowu zaczniemy głośno mówić o tym w co wierzymy?

Może kiedyś było po prostu łatwiej wybrać coś, co określało naszą przynależność? Wszystkiego było mniej, a świat bez internetu, nie ułatwiał wyszukiwania wciąż nowych idoli. Dziś mamy ogrom możliwości, a to często sprawia, że nie potrafimy wybrać. Pewnie dlatego tak trudno jest się dzisiaj zaangażować i wejść w coś „na maksa”. Zapomnieliśmy w tym naszym niezaangażowaniu o korzyściach, jakie daje poczucie wspólnoty i jedność.

Dzisiejsza elastyczność bywa wkurzająca. Irytujący są zadeklarowani veganie, którzy jedzą mięso, nabiał i ryby, gdy mają taką ochotę. Ilu jest wegetarian, którzy potrafią być konsekwentni? Ja też czasem jestem „ish” i postępuję „tak jakby” dobrze. Staram się chronić środowisko, martwi mnie globalne ocieplenie, ale raczej nie jestem aktywistką, bardziej odklejoną idealistką. Od 10 lat nie jem mięsa, ale jeszcze do niedawna, jak odwiedziłam mamę, która miała smalczyk domowej roboty- no cóż…poleciała pajda z ogórem jak za dawnych lat. Oczywiście, że mam wyrzuty sumienia, ale lepiej grzeszyć sporadycznie niż non stop. Czy jest w tych odstępstwach coś złego? Bardziej niepokojący zdaje się być radykalizm i brak otwartości…

6 comments

  1. Wydrapać by serce przebite strzałą ale…czy to jest ładne na starych dopieszczonych ścianach czy możliwe na szklanych płaszczyznach nowoczesnych budowli. Tym samym wiadomości nie zostawię i nikt się nie dowie jak było i jak będzie. Przyszło mi na myśl wyjaśnienie mojego istnienia w necie i dziwnie podobne do 007 wymagań-wstrząśnięte ale nie zmieszane…. pozostawiające odrębność , która piękna a jednak współistniejąca. Pani smaki wydają się być dużo bardziej wyraziste co mnie prowokuje a zarazem onieśmiela.

  2. Zgoda , pod warunkiem ,że umówimy się na spacer, kawę z termosu i wódkę z piersiówki- jak ja sobie kiedyś kupię. Zawsze mi się podobały kobiety pijące z piersiówki. Na filmach najczęściej chociaż i życie mi dało taki obrazek.
    …a ta książka to ma być romans czy horror ?…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *