Jestem moherem.

Na pewno masz swoją własną receptę na życie. Na jego zrozumienie i poznanie. Na określenie swojego miejsca we wszechświecie i swojej roli w tym wszystkim co Cię otacza na co dzień i od święta. Być może jest to Twoja własna recepta. Być może skorzystałeś z gotowej – podanej przez specjalistów, filozofów, naukowców, lekarzy, kapłanów, mistyków, przewodników duchowych. Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek dlaczego jest tyle tych recept? A każda pomimo, że ma inną podstawę: filozofię, naukę, religię czy nawet przesądy, jest podobno najlepsza i jedyna! Dlaczego prawie każdy przewodnik na drodze życia ma swoich zwolenników, którzy podążają według jego wskazówek, czasem w zupełnie przeciwnym kierunku niż inni? Dlaczego prawie każdy przewodnik jest pewny, że taka właśnie powinna być droga i tak właśnie powinno wyglądać życie? Wiedza o życiu, o jego pełni, sensie i celu była podobno kiedyś jedna i spójna – jak paciorki korali nanizane na nitce. Niestety człowiek przez swoją nieostrożność rozerwał nitkę i koraliki potoczyły się do różnych miejsc w różne rejony świata. Od czasu do czasu ktoś znajdzie jakiś zagubiony koralik i głośno krzyczy: znalazłem! Jego okrzyk ma sens – z jego perspektywy widzenia. Jego teoria jest jednak tylko fragmentem całości. Czasami ktoś znajdzie kilka koralików ale brak jest nitki, która złączyłaby je w większą całość.

Biblia jest pewną receptą. Jest drogowskazem. Pochodzi z trzech kontynentów: Azji, Afryki i Europy i była pisana przez 1500 lat. Zawiera wiele różnorodnych i bardzo głębokich idei i odpowiedzi na pytania w każdych czasach. Zawiera wiele paciorków z rozerwanego sznura korali. Przez swoją nieprawdopodobnie mistrzowską koncepcję łączy je wszystkie w jedną całość, zostawiając jednak na nitce miejsce dla Twoich doświadczeń i osiągnięć. Możesz dodać swój znaleziony koralik do całości stwarzając najlepsze warunki do życia. Do powodzenia, harmonii, szczęścia i radości. Moim zamierzeniem jest wprowadzenie Cię w świat wiary chrześcijańskiej, z którą się rodzimy, bo mamy taką tradycję i którą tracimy, gdyż zatracamy się w grzechu lub jesteśmy poszukiwaczami. Ja jestem takim poszukiwaczem, który przeszedł wszystkie chyba możliwe nurty oświecenia 🧐 , łącznie z ateizmem.

Wiara jest dyscypliną umiejętności i wiedzą o powiązaniach ziemskich i duchowych człowieka. O rzeczach widzialnych i niewidzialnych. I gdybyś kiedykolwiek zastanawiał się co w tym wszystkim jest najważniejsze to pamiętaj, że to czego tutaj nie będzie. To czego nie ma. O czym nie da się napisać ani wypowiedzieć. Ta nić łącząca koraliki, której nie widać. Możesz, zewnętrznie nic nie znaczącym gestem, dotknąć ręką drugą osobę. Możesz tym dotykiem przekazać strach, rozpacz, złość i cierpienie. Możesz przekazać oddanie, uczucie, miłość i całego siebie. Dla człowieka patrzącego z boku będzie to tylko dotyk. Dla Ciebie najważniejsze będzie to czego nie widać. Tak samo jest z wiarą. Znajdziesz tu, również mój koralik, gdyż od pewnego czasu, po wielu latach poszukiwań w ciemności, wiem na pewno, że znalazłam. Z duchowością zetknąłem się około 10 late temu, podczas moich poszukiwań siebie i własnej drogi. Wtedy zauważyłam, że moja wiedza czysto teoretyczna i to na samym początku poszukiwań, kiedy niby wiesz, że coś jest ponad świat materii, spotykasz ludzi, którzy twierdzą, że wiedzą, ale Tobie to nie wystarcza aby ocenić, zinterpretować i zrozumieć. Ci , którzy już mnie trochę znają lub chociaż przeczytali w zakładce – O mnie, wiedzą, że w moim życiu co jakiś czas pojawiają się nauczyciele, przewodnicy duchowi, którzy otwierają przede kolejne drzwi. Oczywiście nauczyciele pojawiają się w życiu każdego, ale nie każdy to zauważa i nie każdy na nich czeka, ja wręcz oczekuję z niecierpliwością. Także kiedy pojawił się pierwszy nauczyciel duchowy, w postaci mojej psychoterapeutki, do której trafiłam przez tzw. „przypadek”😉 jak się szybko okazało bardzo uduchowionej osoby (nadmienię tu, iż moim zdaniem każdy powinien przejść terapię, a żeby wyrzucić wszystkie brudy emocjonalne zalegające jak toksyny latami na dnie duszy) i tak zaczęłam zagłębiać wiedzę o tajemniczym oddziaływaniu energii Chi, miejscach Jin i Jang. Zaczęłam nawet ćwiczyć sztuki walki Tao Chi. Zaintrygowana, sięgałam do korzeni chińskiej radiestezji i geomancji czyli do sztuki Feng-Shui. Duże wrażenie wywarły na mnie medytacje i ludzie, którzy praktykowali latami. Ten spokój zapisany na ich twarzach imponował mi. Miliony przeczytanych książek o rozwoju duchowym, a z każdą kolejną przeczytaną książką odkrywałam nowy sposób na postrzeganie świata.
W ogóle to muszę przyznać, że jestem śmieszna! Zaczynajac pisać bloga, co było całkiem niedawno, to byłam wręcz mistyczką duchową, medytacje dwa razy dziennie, podłączanie się do energii kosmosu itd. Zresztą pisałam nawet tutaj o energii Kundalini ( wykasowałam). Oczywiście też trafiłam tam przez przypadek😉. W trudnym momencie życia jesteśmy bardzo podatni na tego typu sugestie Złego. Mami nas słowami-chodź mam coś specjalnie dla Ciebie, to jest Ci przeznaczone. Wow, cudownie myślisz! Oni dają Ci zdjęcie hinduski, której imienia nie jesteś w stanie wypowiedzieć, ale mówią medytuj do niej, to zdjęcie ma silną energię. Może i zapala Ci się czerwona lampka, no ale to przecież przeznaczenie! I idziesz w to dalej. Walka Dobra ze Złem trwa. Bóg nadal czuwa i posyła do mnie Swojego człowieka. Oczywiście nadal wszystko dzieje się całkiem „przypadkowo”. Kobieta. Podobna do mnie czyli piękna,inteligentna, rozumiecie …😉. W podobnym wieku z wręcz identyczną historią (żałuje, że nie mogę Wam tej historii tutaj opowiedzieć, bo takie rzeczy to tylko w filmach i to kiepskich z małym budżetem). I ona mi tu mówi, że została wysłana od Pana Boga, bo trwa walka o moją duszę i, że ona mi teraz rozwali całe moje życie a właściwie światopogląd, bo życie rozwalił już ktoś przed nią. Myślę sobie, laska wygląda na całkiem normalną a takie głupoty gada. A jeszcze nadmienię, że przedstawiając mi się powiedziała – Cześć, jestem Iwona i jestem typowym moherem. Nie miała na sobie moheru i też tak nie wygłądała, więc odebrałam to jako żart. Nie żebym miała coś do moherów, sama posiadam w różnych kolorach, ale raczej uważałam je jako wyraz artystycznej ekstrawagancji. No i tak opowiadała mi o sobie, o swoich doświadczeniach życiowych i o Bogu, rzecz jasna. A spotkałyśmy się w zupełnie innej sprawie, więc przypadek nadal odgrywa wielką rolę. Kiedy już podawałam jej płaszcz, do wyjścia ma się rozumieć, powiedziała żebym obejrzała sobie Nawrócenie grzesznicy, świadectwo takiej aktorki. Możecie zobaczyć na You Tube. Późnym wieczorem od niechcenia włączyłam, no i się zaczęło…Byłam wściekła, myślałam, że ja chyba zwariowałam, co tu się w ogóle dzieje, o co tu do cholery chodzi?! Uwierzcie mi, ja padłam na kolana, ryczałam i krzyczałam-Boże, co Ty robisz? Najpierw rozwaliłeś mi życie, albo pozwoliłeś, żeby ktoś to zrobił i kiedy ja już się jakoś otrząsnęłam, wchodzisz Ty, cały na biało i rozwalasz mnie drugi raz. O co Ci w ogóle chodzi, czego Ty ode mnie chcesz? Wiecznego cierpienia? I wtedy przyszła mi do głowy myśl, a ja mam w telefonie notatnik i jak mi przychodzi myśl, to ja ją od razu zapisuje. Także ja się nie boję, że jak zgubię, nie daj Boże telefon, to stracę kontakty, tylko, że stracę myśli🧐) No i otwieram ten swój notatnik, a tam od razu wyskoczyła notatka, pewnie przez przypadek (nie wiem kiedy ona była zapisana, nie pamiętam, tak jak większości swoich myśli) –Jestem twoim początkiem. O k… tu wstaw soczysty męski wyraz. Macie pytania? 😳 Teraz biję się z myślami, czy napisać Wam co to za myśl przyszła mi do głowy, którą to chciałam szybko zapisać, gdyż jest to myśl, która napewno nie postawi mnie w dobrym świetle. Dobra, jedziemy – Niczego nie znam tak dobrze, jak smaku łez pomieszanych z gilem🤧 (nie muszę chyba nadmieniać, że byłam zapłakana).
Ja jak w coś wchodzę do na maxa i oddaję się cała (zważywszy, że będą to czytały tylko kobiety, to nie będę tłumaczyła się z drugiej części zdania🤫) Wzięłam karton, spakowałam wszystkie figurki Buddy, zdjęcie hinduski, której imienia nie potrafię wymówić 🤭 podarłam i wyniosłam wszystko na śmietnik. Oczywiście medytację zastąpiłam modlitwą (chociaż są też piękne medytacje ignacjańskie) , a że był to październik, to Różaniec uznałam za przeznaczenie i jak narazie codziennie w nim trwam (absolutnie nie reklamuję tu telewizji ojca, który dostaje luksusowe samochody od bezdomnych) 🙄. Powiedziałam Jezu, ok dam Ci szansę, nie mówię, że do końca Ci wierzę ale spróbuję. Słuchajcie, od tego momentu dzieją się w moim życiu cuda. Zresztą to Einstein powiedział, że żyć można na dwa sposoby : jakby nic nie było cudem albo jakby cudem było wszystko. Wybór należy do nas. I to wcale nie znaczy, że moje życie jest teraz usłane różami, raczej na razie odczuwam tylko kolce, bo szatan jest wściekły, że wymcknęłam mu się z rąk, więc jak tylko może to utrudnia mi życie, posługując się swoimi ludźmi. Dlatego tak ważne jest oczyszczenie swojego terytorium z toksycznych ludzi, którzy są przez niego opętani. Ale dzieją się też piękne rzeczy, których nigdy wcześniej nie doświadczałam, a bardzo chciałam, liczyłam że dzięki medytacji to się uda. A stało się od tak. Poszłam do kościoła i całkiem przypadkiem, przeszedł obok mnie ksiądz i poszedł do konfesjonału. Pomyślałam, że to dobry moment, żeby się wyspowiadać, nic szczególnego podczas spowiedzi się nie wydarzyło. No chyba, że to iż z przejęcia zapomniałam jaką mi zadał pokutę. I tak stoję i myśle, a ksiądz z ambony nagle mówi- Koronka (nie wiem o czym była mowa, gdyż byłam zajęta przypominaniem sobie), i mówię, ach tak, rzeczywiście Koronka. 🙄 I jak tu się nic specjalnego nie działo, tak przy Komunii był czad! Nie mogłam powstrzymać łez. Leciały mi same a ja wstydziłam się i ocierałam łzy. To było tak niesamowite przeżycie, które powtarza się za każdym razem kiedy przyjmuję komunię, tylko może już z mniejszą intensywnością, bez łez ale czuje jakby moje serce było tak duże, że nie mieści się w moim ciele. Mogłabym tu Wam pisać długo o tych moich małych cudach ale wspomnę tylko jeszcze o jednym dosyć ważnym. Każdy z nas ma swojego osobistego patrona, świętego. Jak się dowiedzieć kto nim jest? Modlić się o niego i czekać na znaki. Skończyłam modlitwę i miałam w ręku książeczkę do nabożenstwa, taką starą od Komunii jeszcze i tam miałam obrazek, który pewnie przypadkiem kiedyś włożyłam i służył jako zakładka. A na obrazku Jezus i jakaś siostra zakonna. I tak przeszło mi przez myśl, że to może ona jest moją patronką, ale pomyślałam, że chyba za bardzo się doszukuję i, że to jest po prostu zwykła siostra zakonna. Jestem któregoś dnia w moim rodzinnym mieście i poszłyśmy z mamą do kościoła, siedzę i oczom nie wierzę…Ta siostra z mojego małego obrazka wisi tu na wielkim obrazie! Myślę sobie, że to nie może być taka zwykła siostra skoro wisi tu w centralnym miejscu. W domu wyguglowałam i okazało się, że to św. Faustyna. Mówię – Boże, myślę, że to może być Ona, ale daj mi jeszcze jakiś znak, żebym była absolutnie pewna. Czytam życiorys siostry Faustyny i okazuje się, że mieszkała przed laty na tej samej ulicy na której ja mieszkałam, w zakonie przy którym codziennie przechodziłam. Na dodatek Koronka to Jej modlitwa. Macie pytania? Kochani, każdego dnia zadaje pytania i każdego dnia otrzymuję odpowiedź w postaci obrazu, treści, nawet sms wysłany od kogoś ale czytam i jest totalną odpowiedzią na zadane wcześniej pytanie. Wystarczy chyba tych „przypadków”, żeby uwierzyć. Życie z Bogiem to jest jak jazda samochodem we mgle, jedziesz i widzisz tylko krótki odcinek drogi. Nasze jutro jest Jego troską. On je ukształtuje, według swojego zamysłu. My mamy być gotowi przyjąć wszystko, cokolwiek nam da i oddać wszystko czego od nas zażąda.

I na koniec napiszę jak to się stało, że weszłam w to na maxa. Siedzę z Iwonką wspomnianą wyżej, pijemy winko i ja się pytam: A ten Twój Jezus to pozwala Ci tak pić alkohol? A ona na to: Co Ty ,

Jezus to był taki gość, co chodził i pił wino z każdym!

Jezuuuuuu, jestem Twoja!!! Kupiliście mnie tym zdaniem. Jestem w Waszym Teamie! Bóg ma ogromne poczucie humoru i wie jak do nas przemawiać.

Kto Was nauczył słowa Amen? Kto was nauczył pierwszej zdrowaśki? Z kim modliliście się po raz pierwszy? No właśnie -babcia jak byliście brzdącami. To czemu nie idziemy już dalej z tą wiarą przez życie? Tylko błądzimy jak dzieci we mgle? Odpowiedź jest prosta – bo pomimo upływu czasu człowiek aż tak bardzo się nie zmienił i ma te same problemy, marzenia i pragnienia. Zmieniły się tylko nazwy ale sedno sprawy jest to samo. W tym materialnym, sztucznym świecie szukamy czegoś więcej. Pierwiastka, dla niektórych irracjonalnego, niewidzialnego, mistycznego – a generalizując: BOSKIEGO.

6 comments

  1. No jest moc. Co tu dużo mówić – jest moc. Nie wiem za co się brać po przeczytaniu tego tekstu. Wiele zostało napisane więc ja wiele pisać nie będę. Dziękuję Ci za to co tu namalowałaś, jest nad czym się pochylić i zastanowić. „. Życie z Bogiem to jest jak jazda samochodem we mgle, jedziesz i widzisz tylko krótki odcinek drogi. Nasze jutro jest Jego troską. On je ukształtuje, według swojego zamysłu” – taka jest prawda. Pozdrawiam ciepło 🙂

    1. To Ty zawsze malujesz słowem na swoich stronach, tym bardzie dziękuję za taki komplement. Pisze o tym co mam najpiękniejsze, czyli życie. To jest i łatwe i trudne zarazem. Jak to w życiu 😘😘😘

  2. Piękny. Przejmujący. Pouczający. Odważny tekst ! Iza pisz bo ludzie potrzebują takich osób jak Ty. Poszukających, zagubionych, które odnalazły drogę i chcą pomóc innym.

    1. Dziękuje, dziękuję, dziękuję!!! Znasz mnie dobrze, wiec wiesz jak dużo kosztuje mnie takie uzewnętrznianie się. Każdy ma swoją historię i jeżeli moja może komuś pomoc w jakiś sposób, to wiem że warto😘😘😘

  3. Wow! Jestem pod wrażeniem tego tekstu! Nie dlatego, że się odważyłaś na takie wyznanie (chociaż dlatego też!). Ale przede wszystkim dlatego, że piszesz tak od serca! To piękne świadectwo. Jestem pod wrażeniem, tym bardziej, że pamiętam Twój niedawny tekst o energii Kundalini, więc nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy 😉 Widać to była Twoja droga🙂 I na koniec jeszcze – masz rację, ja też coraz częściej obserwuję ludzi, którym przestaje wystarczać świat materialny i którzy po omacku szukają duchowości… A przecież wystarczy wsiąść w ten jadący we mgle samochód! Tylko tyle i aż tyle! Pozdrawiam ciepło i serdecznie 🙂

    1. Bardzo dziękuje, to rzeczywiście była odwaga, ponieważ ja nie jestem osobą otwartą, wiec moja introwertyczna natura nie pozwala mi się „obnażać” , ale jeśli chociaż jednej duszyczce pomogę, to będzie mój sukces🙏❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *