(Nie) Idealny świat.

Wyobraź sobie idealny świat. Bez galerii handlowych, wielkich fabryk zatruwających powietrze, sporadycznie przejeżdżający samochód, świeże powietrze bez spalin i smogu. Za to łąki, lasy, parki. Małe kawiarnie i restauracje. Ludzie uśmiechający się do siebie i spacerujący całymi rodzinami. Rozmawiają ze sobą, śmieją się i wygłupiają. W domach gotują razem, jedzą, czytają książki, grają w gry, słuchają muzyki. Tworzą wartość każdej chwili. I każdy z osobna czuje, że jest silny i zjednoczony ze wszystkimi, że razem tworzą wspólnotę. Człowiek żyje w symbiozie ze zwierzętami, nie zabija ich dla własnej przyjemności. Nie wybiera, które są do kochania i głaskania, a które do zjadania. Ludzie mają otwarte umysły, są w pełni świadomi, tworząc jedność. Scenariusz dosyć abstrakcyjny jak na dwudziesty pierwszy wiek.

Rozwój osobisty

Zaczęło się pewnie gdzieś od Junga i Freuda, od psychoanaliz o osobowościach, archetypach, rozwoju osobistym, który w dzisiejszym świecie jest tak popularny i szeroko omawiany. Dziś prawie każdy wychodząc z domu zakłada maskę, którą musi sobie wykształcić, by spełnić oczekiwania otoczenia. Jest kompromisem pomiędzy prawdziwym ja, a tym, jak chcemy, by nas widzieli inni. Maska powinna być elastyczna, aby można ją było zmieniać w zależności od sytuacji. Zatraciliśmy swoją indywidualność. Dziś człowiek sam siebie tworzy, tylko nad rzeczą pracują inni.

Jak już siebie stworzyliśmy, mamy dobre studia, kursy, szkolenia, trzeba znaleść odpowiedniego partnera, potem kariera, rodzina wszystko musi być idealne i tworzyć iluzję szczęśliwego życia, a w gruncie rzeczy na nic nie ma czasu, a zwłaszcza na życie. Pędzimy jak chomik w kołowrotku. Nawet jak chcesz się zatrzymać, to i tak już się zapętliłeś, że nie masz szans wyskoczyć.

Wewnętrzna przemiana

To co się dzieje w tej chwili, mam na myśli koronawirusa, to w jakimś stopniu sami jesteśmy sobie winni. My jako gatunek. To człowiek i jego postęp doprowadziły do tej tragedii. Ale to nie jest czas na obwinianie, tylko raczej na przewartościowanie. Nasza wewnętrzna przemiana, o której tak dużo się ostatnio mówiło, przebiegała zbyt wolno. Biegniemy za wartościami materialnymi, bo myślimy, że one dadzą nam szczęście. W świecie materialnym można odczuwać przyjemność, zadowolenie, ale nie wiem czy można być szczęśliwym. W uczuciach może istnieć spełnienie, ale niewiem czy szczęście. W intelekcie można przeżywać satysfakcję, ze zrozumienia czegoś, ale prawdziwe szczęście leży głęboko w duchu.

Stan umysłu

Wielu z Was pewnie nie spodoba się to co napiszę, ale ja wychodzę z założenia, że to musiało się wydarzyć. Ja widzę w tym głębszy sens. Historia ludzkości pokazała niejednokrotnie, że bez dramatu nie ma przemiany. Należy pamiętać, że nie ma radości bez ofiary. Ja jestem szczęśliwa! Jestem wdzięczna, że jestem zdrowa, jestem wdzięczna za czas jaki został mi ofiarowany. Spójrzmy na zaburzone relacje partnerskie, małżeńskie, rodzicielskie czy sąsiedzkie. Mamy okazje to odbudować. Zrobiliśmy zapasy żywności, ale nie ma potrzeby robienia zapasów niepokoju i strachu. Zwłaszcza, że 70% tego czego boimy się w życiu najbardziej, nigdy się nie wydarzy! Niczego to nie zmieni, a może pogorszyć stan Twojego umysłu i zdrowia. Zupełnie bez sensu sami sobie budujemy atmosferę strachu. Wczoraj i jutro należą do szatana, dziś do Boga. Kiedy ta zaraza się skończy, zatęsknimy za spokojem i wyciszeniem. Może nawet zatęsknimy za drugim człowiekiem.

Zamiast bać się tego co może się wydarzyć, spójrz co już się wydarzyło z szerszej perspektywy. A wydarzył się ten idealny i abstrakcyjny świat o, którym pisałam na początku. Czystsze powietrze bez spalin samochodów i samolotów. Co za tym idzie zmniejszona ilość gazów cieplarnianych do atmosfery. Co z kolei pozytywnie skutkuje na globalne ocieplenie klimatu. Oczyszczanie się wód. Ludzie spędzający czas razem. Jest czas na refleksje i przemyślenia czy dalej chce tak żyć. Setki tysięcy zwierząt uratowanych z targu miasta, z którego ten wirus się rozprzestrzenił. Jedyne czego się boję, to że jak to się skończy, to wrócimy do tego pędu rzeczywistości, z której zostaliśmy wyrzuceni.

Poza tym…zakwitły żonkile, wciąż mamy wschody i zachody słońca. Przyroda nic sobie z tego nie robi…

Tak często prosimy Boga o to, żeby zmienił sytuację, w której się znaleźliśmy, a może On postawił nas w tej sytuacji, aby ona zmieniła nas!

Love Your Healthy Life

3 comments

  1. „mam na myśli koronawirusa, to w jakimś stopniu sami jesteśmy sobie winni” – myślę że w dużym stopniu. Takie zarazy pojawiają się na świecie co jakiś czas… Mam tylko nadzieję że ktoś nie próbuje bawić się w boga… Bo Bóg jest jeden. Trudno mówić że tak miało być gdy ludzie tracą zdrowie i życie, takie zdanie skierowane do osoby która straciła kogoś kogo kochała przez tego wirusa , mogłoby zwalić z nóg. Tak możemy sobie mówić dopóki u nas wszystko ok… tzn gdy nie wiele się straciło…
    Rozumiem co masz na myśli i Twój przekaz też jest ważny i pomocny. Dziękuję 🙂

    1. Sporo o tym czytam. Mam bujną wyobraźnię, więc dopatrywałabym się jakichś teorii spiskowych. Z informacji o samym wirusie wynika, że ten wirus nie jest modyfikowany genetycznie, więc chyba nikt w Boga nie chciał się bawić. A co do tego, że tak miało być, no cóż…tak myślę. Myślę, że wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Zarówno dobre rzeczy jak i złe. Modlę się, żeby jak najmniej osób ucierpiało. Życzę Tobie i całej Twojej rodzinie zdrowia i siły aby to przetrwać.

  2. Tak, masz rację, to wszystko jest po coś. To, co dzieje się teraz też. Ma nas przewartościować, dać czas na refleksję. Czy jednak wszyscy z tego skorzystamy? Czy nie zmarnujemy tego czasu na zamartwianie się i narzekanie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *