Ona…

… dziewczyna, której imienia nie znam albo nie pamiętam. Przeprszam, nie przywiązuję większej wagi do imion. Każdy jakieś ma jak twarz, ale ja codziennie widzę inną. Z tego względu nie zadaję już sobie trudu, aby je zapamiętywać. Także Ona dostała zaproszenie do teatru. Zaproszenie to wręczył jej przypadkowy przechodzień. Czy istnieje coś takiego jak przypadkowość? Zaczynała dochodzić do wniosku, że to co przypisuje się trafowi, jest w istocie naszym własnym dziełem. Wystarczy otworzyć oczy i mieć odrobinę zaufania, a zaczniemy dostrzegać rzeczy wcześniej niezauważone, uznawane za nieistniejące. Przypadkowe spotkanie zatem jest czymś najmniej przypadkowym w naszym życiu -pomyślała – czasy są trudne, do teatru dostają się nieliczni, więc nie mogła zaproszenia nie przyjąć. Choć w ułamkach sekund, które dzieliły ją od -tak- rozważała… Obiecana Jej była komedia, by pośmiać się i odpocząć. Scenariusz tej roli napisali najlepsi, wybrali oskarowych aktorów, zdolnych i pięknych. Kiedy już wygodnie zasiadła zapatrzona w rubinową kotarę, na scenie pojawiła się postać, najprawdopodobniej był to ów przypadkowy przechodzień. Najprawdopodobniej, gdyż nie mogła dostrzec Jego twarzy przez światła reflektorów. Mogła go rozpoznać jedynie po głosie. Nagle zobaczyła siebie. Stojącą na scenie. Tego słonecznego dnia kotara zaczęła opadać, ale Ona wciąż ją naprawiała od nowa, od nowa i od nowa. Bolały już ją ręce i przepiękny uśmiech znikał. Przestawała wierzyć, że misternie wykonane wzmocnienia pomogą. Podczas próby generalnej rubinowy aksamit runął z wielkim hukiem, bezpowrotnie. W powietrzu unosił się kurz kłamstw i wilgoć samotnych, nieprzespanych nocy, zgrzybiały zapach hipokryzji i misternego i jakże pozornie idealnego planu, światła reflektorów raziły udawaną szczerością. Ona, co się później okazało, prócz piękna miała w sobie moc, wolę walki i ryzyko, które zapisane było w Jej oczach, w Jej sercu mieszkała tona niespełnionej i nieodwzajemnionej miłości, w uszach rozbrzmiewała nadzieja lepszego jutra, dłońmi nocami malowała szczęście, usta układała tak, by nikt smutku nie widział, kochała samotność, za którą ukrywała rozpacz, na zewnątrz uśmiechnięta, a w środku wszystko w niej krzyczało, dotknij mnie, pokochaj, doceń, obejmij, porozmawiaj. Nikt nie znał tego przedstawienia, wszyscy jedynie kolorowe, pełne przepychu bilboardy. Tylko On dostrzegł, że reklamy kłamią i pokazują to co chcą widzieć inni.

Ona wiedziała jak smakuje prawda boleśniejsza od kłamstwa, wiedziała jak kwitną czerwone róże, wiedziała jak pachnie burza, wiedziała jak spływa deszcz po szybach, wiedziała jak patrzy kłamca, wiedziała jak marszczy czoło hipokryta, wiedziała co to rosa na nagich stopach, wiedziała jak wygląda tęcza, wiedziała kiedy wschodzi słońce, wiedziała kiedy serce pęka, wiedziała jak przegotować mleko, wiedziała kiedy ludzie są szczęśliwi , wiedziała jak smutku nie pokazywać, wiedziała jak sprawiać pozory, wiedziała kiedy dzień się kończy, wiedziała… tak wiele wiedziała, a tak wiele chciała przemilczeć…

Ona… nie potrafiła porzucić nadziei w lepsze jutro, w kolejną wiosnę, w chwile które nadejdą, w lata które będą spokojem, w ogień, który nigdy nie zgasł, w zaufanie, które jest dojrzałoscią… Ona…stała przed Nim en face, zupełnie naga, potykała się o własne nogi, plątała się w myślach, gubiła w odczuciach. Zaczęła zrzucać maski ideału, radości, sukcesu i szczęścia. Przestała ukrywać prawdę. Już nie popełniała tego samego błędu jakim jest starch przed życiem, strach przed prawdą, starch przed szczęściem i byciem sobą. Zanadto ufała niewłaściwym ludziom, oddając całą siebie. Zbyt mocno wierzyła w to, że nikt Jej nie skrzywdzi, nie zdradzi. Czasami historie się powtarzają, ale kończą inaczej, czasami głosy coś szepczą, ale jakby ciszej. Czasami zastanawiała się, którą drogę wybrać. Bezpieczna i komfortowa zbyt wygodna, wyboista i nieznana, zbyt tajemna. Krocząc wśród cieni, masek i teatrów przestaje się potykać, plątać, gubić, powtarzać historie i słuchać złych głosów. Szła przez skrzyżowanie, bez drogowskazów, bez ustąp pierwszeństwa, bez zielonego światła i pomijając znak stop. Śmiało, wciaż do przodu, mimo wszystko i pomimo wszystko… To nie była łatwa droga, pełna znaków zapytania, wykrzykników, przecinków i wielokropków. Musiała przewartościować siebie i otaczających Ją ludzi, zmienić priorytety i znajdować radość w każdej chwili. Nie było to łatwe. Dzięki temu pozyskała coś nowego, nowe umiejętności, inny sposób wpływania na siebie i świat. Na początku ta konfrontacja przekraczała Jej możliwości, upadała i podnosiła się, modliła, aby zły czas przespać, a po wszystkim się obudzić, ale potem Jej możliwości powiększały się, zaczęła wracać do „siebie”. Dziś wie, że drzewa się uginają, ale nie łamią. Kolejne ugięcie, kolejna lekcja, kolejna zbroja.

I tak oto komedia zamieniła się w groteskę, a może komedia i tragedia toczą się jednocześnie? Świat okazał się teatrem, postaci zwykłymi ludźmi, którzy przeżywają swoje własne tragedie, rozczarowania i braki. Teraźniejszość to wciąż jeszcze próba generalna- przedstawienie zacznie się później. Kiedyś. Dziś nie może cofnąć się w czasie i zmienić początku na zupełnie inny, ale może tworzyć całkowicie nowe zakończenie. Ona…

…zawsze mówi prawdę, która brzmi gorzej od kłamstwa. Ona kocha muzykę, ale zawsze jest zbyt głosno. Ona dusza towarzystwa, ale kocha samotność. Ona śmiejąca się do łez, ale gdy płacze udaje uśmiech. Ona czysta odklejona idealistka, ale nie wierzy w bajki. Ona naiwnie ufa ludziom, ale często tego żałuje. Ona kocha do bólu, ale nie wierzy, że boli. Ona zawsze wierzy, ale ciężko Jej uwierzyć w cuda. Ona nigdy się nie poddaje, zawsze walczy i ciągle się uczy.

Ona, codziennie widzę Ją w lustrze…

2 comments

  1. „Teraźniejszość to wciąż jeszcze próba generalna” – każda chwila to egzamin, oceniają nas inni, ale ich oceny nie są wyrocznią… Oceniamy się sami – i tu już te oceny są bliższe prawdzie… Oceni nas On – Prawda.
    Życzę dobra i dobrych ocen… 😉 <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *