Roma & me czyli dolce farniente.

Dałam się Bogu zaprosić na kawę…do Rzymu. On wie jaką lubię najbardziej. Barista z Niego nieprzeciętny.

Tak napisałam pod jednym z postów na Instagramie z fotorelacji z Rzymu. Ktoś mógł to odebrać jako ironię, ale ten kto mnie zna, wie, że jako fanka Boga, pisałam śmiertelnie poważnie. Winna jestem Wam wyjaśnienie czemu tak mniemam. Otóż, kiedy siedziałam w tamtym roku przygnębiona myśląc, że już nic dobrego mnie spotka, usłyszałam od koleżanki, która grzebała w telefonie, że 15 styczna jest lot do Rzymu w dobrej cenie. A nadmienię, iż ta sama koleżanka powiedziała słynne już zdanie w naszym towarzystwie, że jak ktoś nie był w Rzymie to tak, jakby nigdzie nie był! Tam trzeba być. Bez zastanowienia powiedziałam BIERZ! Dwa miesiące wstecz zapisywałam się do fryzjera, myśląc, iż jest to właśnie 15 styczeń chciałam zadzwonić w celu zmiany daty, ale okazało się, że wizyta jest dzień przed wylotem. Powiedziałam-Panie Boże pięknie mi to zaplanowałeś! Także ten rok zaczął mi się od Dolce Farniente, czyli od słodkiej bezczynności. Oczywiście te kilka dni pobytu wypchane były po brzegi zwiedzaniem ruin wiecznego miasta.

Koloseum

Dołączyła do nas jeszcze jedna piękność, tak więc Rzym podbijałyśmy jako święta trójca. I jak się domyślacie, kiedy jadą trzy ukształtowane kobietki i każda inaczej, zaczynają się schody. Prawie tak długie jak te Hiszpańskie. U nas zaczęły się już na Okęciu, kiedy powiedziałam, że nie mogę się doczekać jak wejdę do Kaplicy Sykstyńskiej. I usłyszałam magiczne „po co”? A ha…coś tu było niedogadane. Już nie wspominałam, że na mojej liście znalazły się takie zabytki jak: Panteon- okrągła świątynia na Polu Marsowym, Piazza Navona, plac położony w rione Parione, Zamek Świętego Anioła, oczywiście Bazylika Świętego Piotra w Watykanie czy Koloseum i Fontanna di Trevi, która jest bohaterką kultowej sceny włoskiego kina- zna ją każdy, nawet jeśli nie oglądał filmu „Dolce Vita”. Anita Ekberg wchodzi do fontanny i zaprasza Marcello Mastroianniego do kąpieli z nią. Ale na szczęście leciałyśmy do kraju napojem bogów płynącym, więc no stres. Wiedziałam, iż napój z winorośli uratuje nam ten pobyt.

Koloseum
Plac Wenecki

Wylądowałyśmy na lotnisku Fiumicino. Hej Rzymie! Jesteśmy! Czekałeś?Jeszcze tylko 40 min. drogi autobusem w kierunku Roma Termini. I tak perfekcyjnie przygotowane, a przynajmniej jedna z nas i nie byłam to ja, gdyż ja i mapa to dwie sprzeczności, za to doskonale wiem co chce zobaczyć i zawsze sobie myślę, że jakoś tam dojdę. Tak więc, gdy dostałyśmy się do miejsca docelowego, czyli Via Domenico Fontana 12, szybko załatwiłyśmy sprawy pobytowo-organizacyjne, i żeby nie tracić cennego czasu wyruszyłyśmy do Koloseum, miałyśmy do pokonania ok. 1km, oczywiście pieszo, inaczej nie wyobrażam sobie zwiedzania Rzymu, gdyż tam każda uliczka zachwyca i zapiera dech. W przeciwieństwie do Koloseum…To nie był mój pierwszy wyjazd do Włoch, ale do Rzymu owszem. Mogę nawet powiedzieć, że był w sferze moich podróżniczych marzeń. I nagle patrzę na tę wyłaniającą się ruinową wyrwę w centrum miasta i myślę, to jest to? Really??? Nie wiem czego się spodziewałam, ale na pewno nie tak wyobrażałam sobie jeden z 7 cudów świata. Byłam tak zawiedziona, że nie chciało mi się nawet wchodzić do środka, czego dziś żałuję, bo z zewnątrz można zobaczyć zaledwie 1/3 wielkości i niesamowitości budowli. Ale może to jest dobry powód, aby jeszcze tam wrócić? Idziemy dalej Via dei Fori Imperiali i przyglądamy się pięknemu Forum Romanum- największemu architektonicznemu obszarowi w Rzymie, który przetrwał do naszych czasów. Maszerujemy dalej główną ulicą mijając po drodze piękne budynki i nagle któraś z nas pyta, a to co? Wskazując na duży ciężki budynek jakich w Rzymie nie brakuje. Wchodzimy…i co widzę? Centralny otwór w kopule budynku, który jest jedynym źródłem światła, które zalewa całe wnętrze stając się symbolem bliskości budowli i nieba-domu wszystkich bogów. Panteon- moje Must See! Wieczory spędzone na czytaniu o zabytkach Wiecznego miasta, oglądaniu zdjęć najważniejszych budowli. I właśnie przeszłabym obok jednej z nich. Wtedy stwierdziłam, że odrzucam wszelkie oczekiwania. Poddałam się totalnie. Postanowiłam sobie, że wszystko czego oczekuję od tego miasta, to zgubić się w nim, zjeść przepyszne Pasta italiana i wypić doskonałą kawę w uroczej kawiarence, no i może jeszcze wrzucić monetę do słynnej Fontanny di Trevi. Wszystko się spełniło, no prawie, nie miałam drobnych, więc nie zapłaciłam za marzenie, ale za to powoli, nieśmiało zakochiwałam się w Rzymie. Siedząc w jednej z uroczych knajpek przy Trevi, chłonęłam Rzym całą swoją wątłą piersią. Chciałam się go nachapać. Patrzyłam bezwstydnie na ludzi i pozwoliłam aby oni patrzyli na mnie, robiąc kolejne dziwaczne pozy do zdjęć, bawiąc się przy tym przeogromnie. Wiecie, zawsze tam dokąd jadę, niezależnie czy jest to Polska czy zagranica, mam zawsze stały punkt programu. Jest nim kawa. Koniecznie w miejscu, gdzie tubylcy mieszają się z turystami. Wtedy nie jestem w tym miejscu, ja tym miejscem jestem. Poznaję miejsca chłonąc ich atmosferę.

Fontanna di Trevi

Ostatnim przystankiem naszej pieszej wędrówki tego dnia a właściwie już wieczora to Piazza di Spagna (Plac Hiszpański). Fontanna, która znajduje się u podnórza Hiszpańskich Schodów, ma ciekawy kształt, przedstawia łódź zanurzoną w wodzie. Jest to miejsce spotkań mieszkańców Rzymu, to tu się odpoczywa, to tu można pooddychać prawdziwym Rzymem. Szczególnie nocą schody prezentują się zjawiskowo.

Piazza di Spagna 15 styczeń 2020

Potem był mozolny powrót do hotelu, zadowolenie, że widziało się już główne zabytki Rzymu, pizza, wino i jeszcze trochę wina…

Następnego dnia, tuż po średnim hotelowym śniadaniu, zaczynamy zwiedzać „świętą” część Rzymu, Watykan. Ta trasa będzie zdecydowanie krótsza, ale nie mniej bogata w emocje i przeżycia duchowe.
Nasze zwiedzanie zaczynamy od pysznego cappuccino w barze przy Via Ottaviano, kilka kroków od miejsca, które będzie pierwszym celem-Bazylika św. Piotra. Z kolejnym łykiem kremowej rozkoszy, zanurzam się w tym miejscu. Na chwilę przestaję poznawać świat, pozwalając światu poznawać siebie. W tle całująca się para, której absolutnie nie przeszkadzają spacerujący turyści, kierujący ruchem karabinierzy, chaotycznie jeżdżące samochody, głośny, włoski gwar i MY w wiecznym mieście rozmawiające o skomplikowanych miłosnych historiach. Nie chciałyśmy się ruszać z tego miejsca, ale wieczne miasto nie oznacza wiecznego czasu dla nas. I tu Was zostawię, być może z niedosytem. Oby. Z tym samym niedosytem, z którym ja wyjeżdżałam z tego miasta. Przypomniała mi się moja pierwsza książka Dana Browna „Anioły i demony”, kiedy razem z profesorem Langdonem próbowałam rozwikłać zagadkę morderstwa, a akcja dzieje się właśnie w Watykanie. Pomyślałam, ile tam kryje się tajemnic, z pewnością nie mniej niż mieszczących się tam korytarzy i stwierdziłam, że Rzym to Rzym a Watykan, to odrębna historia, dlatego zasłużył na odrębny wpis. Niebawem…

Muzeum Watykańskie

Kończąc moją rzymską opowieść zadaję sobie pytanie, czy chcę tam wrócić? I o ile odpowiedź wydaje się być oczywista, to ja będąc tam nie byłam nim tak zachwycona, jak wydawało mi się, że powinnam. Ale dziś wiem, że Rzym to nie tylko główne zabytki a kręte, wąskie uliczki, kamienice z okiennicami, to filiżanka espresso. Prawdziwy Rzym znalazłam jedząc na ulicy klasykę kuchni rzymskiej Cacio e Pepehttp://loveyourhealthylife.pl/cacio-e-pepe-🇮🇹-klasyka-kuchni-wloskiej-upsss-rzymskiej/, który od powrotu do znudzenia robię codziennie na kolację. Zobaczyłam go we wszystkich spotkanych ludziach. I pomimo, iż zobaczyłam główne zabytki, to mam niedosyt tego miejsca. Są takie rzeczy, miejsca, uczucia, które można do czegoś przyrównać, które dają się opisać. I takie, których nie sposób zdefiniować. Taki właśnie jest Rzym. Nieporównywalny.

6 comments

  1. Dla mnie Rzym ma w sobie tego ducha historii. Uwliebiam ten włoski klimat wąskich uliczek. Ale jak dla mnie momentami było to miasto przytłaczające, ze zbyt duża ilością ludzi, bodźców. Jednak z pewnością warto he zobaczyc.

    1. Też miałam takie odczucia.z jednej strony fascynujące, stare budowle a z drugiej przytłaczające swoją ciężkością.
      Dziękuję z komentarz:)

  2. Przede wszystkim – pięknie, barwnie i lekko opisałaś swój pobyt w Rzymie. Dobrze się czyta 🙂 Rzym jest bez wątpienia niezwykłym miastem. Też mam z nim związanych parę miłych wspomnień. To, co mnie najbardziej utkwiło w pamięci, oprócz starożytnych ruin, urokliwych uliczek i zabytków, to pojawiające się dosłownie wszędzie Piaggio z pędzącymi na nich szalonymi Włochami i… bałagan!

    1. Taaak, oni są zdecydowanie szaleni! Ten chaos i wszechobecny rozgardiasz jest uroczy ale tylko tam. Tutaj chcę mieć ład i porządek. I trochę za tym tęskniłam. Ale wspomnienia zostają z nami na zawsze…
      Dziękuje 😘

  3. Nie byłam w Rzymie i nie byłam w Watykanie a chciałabym być. Włochy odwiedziłam ale w innych miejscach… Włochy to opowieść… Bardzo ciekawe zdjęcia, fajnie się ogląda, lubię i w taki sposób podróżować bo zdjecia to też podróż. Czuję że wyprawa udana więc spokojnie mogę iść spać, dobranoc i dziękuje za opis podróżniczy 🙂

    1. Zdecydowanie polecam Watykan, robi wrażenie. Wyprawa rzeczywiście udana. Ja dziękuje Ci
      , że wybrałaś się w podróż do mojego zakątka😘😘😘. Słodkich snów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *