Rozmowy u fryzjera…

Od dłuższego już czasu czuję się jakby ktoś się mną bawił. Używa do tego wkurzających zabawek- przypadku i przeznaczenia. Nie wiem gdzie to się kupuje i ile kosztuje. Ale wkurza nieziemsko, bo już nic nie zależy ode mnie. Tak jakby. A byłam kiedyś świetnym programistą, zaprogramowałam swoje życie w przyszłości. Dokładnie wiedziałam jak ma wyglądać. Jak będzie wyglądać. W najdrobniejszym szczególe. Miało być nudno acz stabilnie. Teraz jest wesoło acz bardzo niestabilnie. Żeby była jasność, życie wciąż jest takie samo. Proste. Tylko moja głowa jest rozchwiana i rozchwytywana. Jakby była o mnie jakaś bitwa. Gdzie każdy chciałby mieć dostęp do moich myśli i móc nimi zawładnąć. Niby mam wolną wolę i mogę iść tam gdzie chce i robić co chcę. Ale wtedy znowu będę się oddalać od celu, znowu zrobię krok w tył i potem znowu będę przechodzić przez to samo, żeby znaleść się w tym miejscu, w którym jestem. Bez sensu. Ale może nie ma sensu uprawiać sens? Wystarczy rozejrzeć się dookoła, wszędzie chomiki w kołowrotkach. Dokąd oni tak biegną, za czym? Przecież to najkrótsza droga na cmentarz. I gdzie tu sens? Więc może jednak nie warto…

Chyba się obnażam i będzie mi wstyd. Ale podobno wstyd jest największą siłą twórczości. Jeśli coś tworzymy, ale nie jest to związane z naszym wstydem, to nie jest to sztuka tylko powierzchowność. Zatem jeśli nie będę się obnażać, nie będę tworzyć. Wstyd jest wstrząsający.

Wracając do zabawek nie z tego świata , jestem pewna, że jesteśmy wszyscy połączeni jakąś niewidzialną nicią, która łączy nas w jakichś przedziwnych kombinacjach, które niektórzy nazywają „przypadkiem” lub „przeznaczeniem”. Na dowód tego opiszę Wam sytuację, którą opowiedział mi dziś mój fryzjer. „Mój fryzjer”, zauważyliście jak sobie przywłaszczam? Marek, który zajmuje się moimi włosami, a ponadto jest cudownym człowiekiem, który jest świadomym konsumentem otaczającej nas energii , opowiedział mi historię jednej ze swoich klientek. Bardzo bogata kobieta, która zwiedziła już cały świat i stwierdziła, że teraz czas na naukę tego czym się pasjonuje, zapisała się na studia medycyny niekonwencjonalnej na Uniwersytecie Stanforda. Raz w miesiącu latała do San Francisco. Po trzech latach studiów musiała zakończyć, gdyż nie miała pieniędzy na dalszą naukę, stypendium się skończyło… Kiedy poleciała tam po raz ostatni, żeby już zabrać dokumenty i wypisać się, syn poprosił ją jeszcze, żeby pojechała do sklepu Apple i kupiła mu kubek limitowany (jakiś tam), tylko w tym jednym sklepie był. Pojechała tam przed wylotem, jest w tym sklepie i nagle jakiś mężczyzna zasłabł. Ona poczuła w sobie dziwny spokój, kazała odsunąć się tym ludziom i zaczęła go reanimować. Mężczyzna nie reagował. Przypomniało jej się, że na jednym z wykładów, profesor, który był Hindusem mówił, że w takiej sytuacji trzeba ugryżć człowieka w duży palec u nogi. To był luty, zdjęła mu buta i tak też uczyniła. Ten człowiek zaczął oddychać i pokazał, że ma leki w kieszeni, podała mu je. Przyjechało pogotowie, ona spędziła cały dzień na zeznaniach. Następnego dnia zadzwoniono do niej z uczelni i powiedziano, że w związku z wczorajszą sytuacją chcą, żeby zjawiła się jak najszybciej na uczelni, sprawa jest poważna. Na miejscu czekali na nią wszyscy najwyżsi rangą tej uczelni i okazało się, że tego człowieka przywieziono do nich do szpitala i, że jest u niego prawnik i czekają na nią. Powiedziała, że to była najgorsza chwila w jej życiu. Ona już widziała te pozwy o nietykalność i różne takie amerykańskie procesy. Wchodzi do pokoju, widzi tego człowieka, jego prawnika i całą stertę dokumentów. Jak się zapewne domyślacie, ten człowiek zaczął jej dziękować, mówiąc, że uratowała mu życie i on z wdzięczności opłacił jej te pozostałe dwa lata studiów. Okazało się, że to był pracownik Apple z górnego szczebla.

Prawdziwy American Dream. Ale takie cuda nie dzieją się tylko za oceanem. Marek, z którym już w tamtym roku stwierdziliśmy, że to był oczyszczający rok, ukazujący nam prawdę i pozbawiający iluzji, siedział na koniec roku spłacając i opłacając wszystko, żeby nie wchodzić w Nowy Rok z długami, kiedy po opłaceniu wszystkiego na koncie zostało mu 450 zł, stwierdził, że fajnie, ma taki bonusik i kupi sobie słuchawki. Po chwili zastanowienia pomyślał, że on przecież ma całkiem dobre słuchawki. Ok, kupi sobie nową myszkę do komputera, ale w sumie myszkę też ma. Jeszcze wcześniej myślał o zmianie samochodu, siedział i przeglądał strony motoryzacyjne i w pewnym momencie sam złapał się na tym, że ten czas, który poświęca na szukanie nowych rzeczy, mógłby poświęcić swojemu synkowi, a samochód ma całkiem nowy i nigdy go nie zawiódł. Zaczął zastanawiać się nad swoim zachowaniem, nad tym ile czasu poświęca na zbędne rzeczy, a już wcześniejsza sytuacja, która pojawiła się w jego życiu sprawiła, że przewartościował je. I postanowił, przelać te pieniądze na konto fundacji „Się pomaga”. To był ostatni dzień roku. Od Nowego Roku zaczęły u Niego dziać się cuda. Mieszkanie, które chciał kupić, a było nie do sprzedania, okazało się, że jednak jest do sprzedania. Kupił i zaczął remontować sam z bratem, pracując nadal w swoim salonie. Nie miał już siły i stwierdził, że jak skończy remont, to bierze miesiąc urlopu. Dostał dwa. Kwarantannę. Powiem, Wam szczerze, że ja też wymodliłam sobie ten czas, nawet miałam wyrzuty, że Bóg chyba wysłuchał moich próśb. A ja przecież nie modliłam się, żeby zatrzymał cały świat, tylko mnie. Chyba, że ja dla Niego to cały świat. Na kwarantannie pomyślał, że ma problem z pieniędzmi, że nie wie ile to będzie trwało i czy będzie miał na utrzymanie salonu. Miał wystawiony rower na sprzedaż za 300 zł, ktoś zadzwonił, że za 200zł weźmie, on powiedział proszę przyjechać, będziemy się dogadywać. Za chwile zadzwoniła jakaś kobieta i powiedziała, że kupi od niego ten rower za 500zł. On pomyślał, że jakaś stuknięta i ją zbył. Ona zadzwoniła jeszcze raz, przyjechała i kupiła za tą kwotę, więc on te dodatkowe 200zł przelał na „Się Pomaga”. Następnego dnia ta kobieta zadzwoniła, i powiedziała, że to jest najpiękniejszy rower jaki miała w życiu. Ale te pieniądze nie wystarczyły by na opłacenie pracowników, złożył więc wniosek o dofinansowanie. Pieniądze dostał następnego dnia po złożeniu wniosku. Zdziwiona księgowa zadzwoniła do niego z pytaniem jak on to zrobił, bo ludzie czekają dopiero na decyzję. Znowu część przelał na konto fundacji. Dostał 500+ i…zgadnijcie co zrobił? Tak. Dokładnie to. I następnego dnia dostał zwrot podatku i znowu na fundację część. Zamawiał kosmetyki do salonu i dostał 24 sztuki gratis na rozruch, więc wysłał te pieniądze, które zaoszczędził na fundację. W końcu ta fundacja się do niego zgłosiła i zaproponowała współpracę. Zgodził się. To, jak sam powiedział najlepszy czas w Jego życiu. Dobro wraca. Warto iść tą drogą.

Póki co idę drogą, którą obrałam, ale nic już na niej nie znajduje. Zebrałam wszystkie owoce. Teraz czuję, że muszę odpuścić. Wysiąść z kołowrotka, stanąć w poczekalni i grzecznie czekać, aż otworzą się drzwi. Tyle, że to wymaga cierpliwości, której wciąż mi brak.

P.S. Zawsze chciałam być jak Carrie Bradshaw z „Sexu w wielkim mieście”, która mieszka w swoim małym mieszkanku, siedzi na łóżku z laptopem i papierosem w ręku, niezdarnie go paląc i popijając wino. Mam to, chociaż bez papierosa i wina. Za to z kotem. W każdym razie mam to.

46 comments

  1. Nigdy nie widziałam :”seksu w wielkim mieście”…a pozycji w której byłam tylko inni mogli tworzyć kolejne odcinki. Dlaczego się wypowiadam , wszak nie mam najmniejszego pojęcia co zawierał, co pokazywał ów film.
    Czuje przykrość. Przykrość wynikającą z mojego nieprzystosowania do ludzi, do świata, do Pani. Nie zmienię tego i zmieniać nie będę próbowała bo już taka jestem . Żyjąc w świecie przez siebie, dla siebie stworzonym, gdy stykam się z ludźmi, nie ma najmniejszej możliwości by to spotkanie zaczęło się trwało i było , łąką ukwieconą przepięknie i na zawsze. Więc ja czuje przykrość od Pani a która ze mnie wychodzi, mnie niszczy i mnie zabija. Poznałam kiedyś człowieka. Człowiek ów siedział na ławce i głaszcząc psa, uśmiechał się widząc ,że boje się podejść. Podeszłam do niego , przytuliłam się a on mnie objął.- wiesz Mała, robiłem kiedyś konfesjonał. Może kiedyś byłaś w kościele i widziałaś takie , urządzenie do którego wchodzą ludzie smutni i wychodzą szczęśliwi, nawet jeśli płaczą.-wiesz Mała, nie wiem do dzisiaj jak się robi konfesjonały i nawet zapytałem księdza jakiegoś, ale on nie rozumiał o co pytam. Bełkotał o kompozycji, o dopasowaniu do wystroju o kolorze ale ja byłem ciekaw, ja pytałem czy do budowy konfesjonału potrzebne jest jakieś zaklęcie, jakaś modlitwa, jakieś obowiązki by był urządzeniem do którego smutna wejdziesz a szczęśliwa wyjdziesz.- I jak pan sobie poradził ? zapytałam bezpieczna w jego ramionach.-wiesz Mała, powiedział, kiedyś żył sobie taki facet, ojciec Pio, on siedział w takiej maszynie i uszczęśliwiał ludzi. Żył , odmawiając różaniec. -taka modlitwa, Mała, takie lekarstwo.-Zaśpiewałem razem z nim, jeden, drugi, trzeci różaniec i poprosiłem by wszystko było jak trzeba a ludzie z tego konfesjonału , wychodzili szczęśliwi. Zamówiłam stół u tego pana. wielki ciężki stół i przychodziłam na konsultację co do wykonania i zawsze się przytulałam do niego. Potem zdarzyło się wiele rzeczy ale już nigdy więcej nie spotkałam stolarza, który dawał tak wielkie bezpieczeństwo i do którego bym chciała się przytulić.

    1. Może ten Pani stół teraz jest jak konfesjonał, można przy nim siedzieć i gadać jak na spowiedzi Różaniec to moja modlitwa, nie zasnę bez niego, bo mam dużo zobowiązań modlitewnych za innych. Pewnie dlatego mam ciagle pod górkę, bo na moje sprawy brak już mi „dziesiątek”. Kiedy byłam mała z babcią śpiewałyśmy zdrowaśki. O o. Pio wiem, że Jego ciało wydzielało zapach fiołków.

      P. S. Myślałam, że znalazła Pani tu dobrą przestrzeń. Przykro mi, że coś Panią niszczy i biorę w tym udział. Mam nadzieję, że opacznie zrozumiałam.

      P. S.2 Też nie oglądałam „Sexu w wielkim mieście”, ale nie przeszkadza mi to znać Carrie B. No i czekam, aż puszczą w tv, bo bardzo bym chciała poznać ją bardziej.

  2. „Zatem jeśli nie będę się obnażać, nie będę tworzyć. Wstyd jest wstrząsający” – pisząc obnażamy się… Pisanie jest wstrząsające… Zawsze.
    Brak Ci cierpliwości? Więc nie jestem sama, ta cierpliwośc i jej brak to jakiś obłęd, a przecież ogólnie cierpliwość powinna być zaprzeczeniem obłędu…- hmm brzmi to jak obraz chomika, o którym wspominasz…
    „Sex w wielkim mieście” – i ja nie oglądałam (może pół odcinka) , za to nie jedno miasto widziałam i sexu też doświadczyłam… 😉 – najpiękniejszy był ten ,nie w wielkim mieście… Pozdrawiam i wybacz jeśli popłynęłam za bardzo z prywatą.
    P.s. A jeśli serial to najchętniej Cudowne lata, Domek na Prerii, dr Quinn i Północ Południe :))

    1. „Cudowne lata” są cudowne.😉, a z „ Północ -południe” pamietam jedną scenę, jak siostra głównego bohatera przyjmowała kochanków w pokoju i każdemu urywała po guziku, żeby łatwiej było policzyć. Ja mam mało guziczków😁😇
      Pozdrawiam Cię Asia. Buziaki😘😘😘

        1. Ha ha, No ja u Ciebie jeden naliczyłam😂, nie żebym Ci wyliczała, ale Jagodzianka…😘

    2. …nie, proszę, proszę nie szukać w sobie żadnej winy.
      Nigdy i pod zadnym pozorem, proszę nie szukać winy w sobie w stosunku do mnie. Już mnie Pani uszczęśliwiła. Raz jeden, kiedyś , malutki a teraz z każdym razem uszczęśliwia mnie Pani ponad to czego jestem warta. Gdyby mi w Pani aurze nie było dobrze ,czy opowiadała bym o tak intymnych rzeczach .T tym stołem było jeszcze coś . Na zrobionym stole się położyłam i w pływie czegoś nieokreślonego, zrobiłam zdjęcie i wysłałam panu stolarzowi z tekstem ,że na takim stole można w końcu coś zjeść. Odpisał , że jego telefon nie pokazuje zdjęć ale cieszy się ,że stół się okazał dobrym pomysłem.
      Tak bardzo miała ochotę zwrócić się do Pani na Ty … dobrze że się opanowałam . Mogło by to okazać się niezręcznością wielką . Mam czasem takie namiętności, tęsknoty takie jak wtedy gdy siedzę pod świerkami a tam jest stół i ławki i dach nad tym wszystkim i myślę ,że to takie wyjątkowe, takie piękne, ze jestem . Rysuje Pani światu piękny obraz. Bardzo piękny bo dopełniony w każdym momencie. Pani i różaniec. Człowiek i modlitwa .Może cała reszta jest porozsypywana jak bierki, jak puzzle ale to jeden z piękniejszych obrazów jakie widziałam. Chyba najpiękniejszym było bardzo dojrzałe małżeństwo na ławce przed drewnianym domem. Coś co poza mną, czego nie doświadczę …die stare baby na ławce…to by wyglądało ,że całą wieś obgadują….ha ha ha ha ha ha ha
      PS
      Czy jeśli bym poprosiła , czy nie odmówiła by Pani rozmowy , spaceru …ja wódki a Pani soku ?….
      Pewnie nigdy nie poproszę ale inaczej by mi się wtedy zasypiało.

      1. Szanowne Panie , odnośnie guziczków….ów mamy zawsze tylko jeden nawet jeśli by nas gorącym żelazem przypalali dla wyłuskania zeznań. Nie wypada panom do ich świadomości wkładać naszych grzechów a i oni niech sami za swoje pokutują. Są wszak rzeczy o których się nie mówi. To jak tajemnica spowiedzi.

        1. No z tymi guziczkami to jest zabawna historia. Zabawna z tym, że jako 12 letnia dziewczynka ( pewnie tyle miałam lat, jak leciało „Północ- południe”), zapamiętałam tylko tą scenę. Znowu się obnażam. Jestem zażenowana 😊

  3. W durnym filmie powiedzieli coś co mnie zaintrygowało. Nie pokazuje się dowodów na istnienie Boga bo wiarą ,wierzącymi łatwiej jest manipulować. Film debilny , szkoda wspominać ale to zdanie wszak ma sens. Czy gdybym była całkiem sparaliżowana, zdana na innych, którzy by raczej o mnie nie dbali co sprawiało by mi ból co by wygrywało we mnie, świadomość ,że Bóg trzyma mnie w ramionach czy świadomość ,że mnie opuścił.
    PS
    siedemdziesięcioletnią…no pięknie. Nic tylko strzelić sobie w łeb. Skoro moja postać wszak tak misternie odwzorowywana wywołuje obraz tak wiekowej kobiety zamiast bliżej prawdy, że jest sporo młodsza to ze mnie kiepska malarka i chyba powinnam wrócić do prostytucji. Odebrała mi Pani nadzieję. (Oczywiście żartuję ) Tymczasem pewnie bym nawet spowiednika nie zgorszyła bo jakoś tak żyję bezgrzesznie, oczywiście , potrawa, życie, musi być doprawione.
    Może kiedyś to już napisałam, powtórzę. Swego czasu pewna pani, starsza ode mnie chciała przejść na ty, odparłam, że na ty mogę być z każdym burkiem na ulicy a na pani z wyjątkowymi kobietami. Potem było mi przykro bo to dość głupie zdanie ale jest w nim część prawdy. I prawdą jest ,że nawet z kochankami nie przechodzę na ty.

    1. Z całym szacunkiem, wolę być zwykłym burkiem, ale z imieniem, niż wyjątkową kobietą bez…A jeśli nawet z kochankami nie przechodzi Pani na ty, to może wynika to z obawy, żeby imiona się nie pomyliły. Warto wtedy przy guziczku dopisać imię.

      Proszę się tylko nie obrazić, ja mam takie poczucie humoru. Nie każdy je rozumie, a już napewno nie każdy się śmieje.

      A jeśli chodzi o wiarę i manipulację, to Bóg nie jest do tego potrzebny aby nami sterować. Wystarczy włączyć TV. Wszystko jest w głowie, wiele zależy od nas, od naszych myśli, od postrzegania siebie, świata. Wielu ludzi nawet nie zastanawia się po co tu jest, czym jest życie. Kazali chodzić do kościoła i klepać pacierz, to odbębniają i tyle. Nieliczni szukają odpowiedzi…

  4. Drogie Panie… tajemnice każdy z nas ma i to jest w sumie dobre, dobre dla nas, dla innych już mniej… 😉 A jeśli ktoś guzików nie ma to może…zamek błyskawiczny, czy suwak, jak kto woli… (zaszalałam) hmm 😉
    P.s. w sumie gdybym się w komentarzu pierwszym nie przyznała, to mogłabym iść w zaparte o brak guzików… Ale masz rację, wypatrzyłaś Jagodziankę… – słodką, wyjątkową kulkę u nogi…

    1. Im więcej mamy tajemnic, tym wydajemy się ciekawsi dla innych. Ważne, żebyśmy zbierając tajemnice nie krzywdzili nikogo. Kiedyś usłyszałam, że żyć trzeba tak, żeby było miło wspominać i wstyd opowiadać. Coś w tym jest😈😇

  5. Pani Izabelo. O tych tajemnicach i intymnościach i widownia obgryza paznokcie a kto to wie co za świństwo jest w tych sztucznych a ja pozwolę sobie na obnażenie z pewnej informacji, która dla mnie była tajemnicą. Nocą jak gdyby zatarte łożysko w aucie i piszczało i piszczało i dojrzałam że to sowa ale dziś wyszła prawda na jaw. To cztery małe sowy i dwie duże. U mnie głupiej tyle mądrości na jednym drzewie.

  6. Pani Izabelo
    Zastanawiam się jak tę mądrość przejąć . Wziąć dla siebie chociaż trochę ale chyba stawanie pod drzewem , to nie jest najlepszy pomysł bo jak widzę co jest pod nim, niechęć we mnie wzbiera do zdobywania wiedzy.
    PS
    Rzecz nie jest na dopisek ale…obudził mnie sen a którym zmarły człowiek….wróciło pytanie, które zadaję sobie od lat . Dlaczego ludzie , skąd im się to bierze, co ich myślenie usprawiedliwia w nich, dają sobie prawo do zamordowania drugiego człowieka, który został im dany pod opiekę bo przecież dziecko , które mamy w sobie nie jest nasza własnością a jedynie danym nam pod opiekę drugim człowiekiem. Co pozwala ludziom uważać , niezgodnie z prawdą wszelką ,że jest prawdą naturalną ,że człowiek nie jest wtedy gdy jest a jest wtedy gdy ktoś nada mu człowieczeństwo. Czy to głupota, czy zwyrodnialstwo a może coś o czym nie mam pojęcia bo nie stałam pod drzewkiem mądrości i „wiedzą nie zostałam obrzucona”. Kolejny dzień domniemywań a jutro pójdę na pogrzeb kogoś bardzo ważnego z kim jadłyśmy kaszankę w Budapeszcie, Winogrona we Lwowie i pomidorową w Polsce. Cholera, smutno tak jak ktoś odchodzi i przykro trochę gdy szuka się radości z nim związanych by się pośmiać, ucieszyć, zakryć łzy a patrzą na ciebie dziwnie ,że śmiejesz się nad umarłą. Każdy musi sobie poradzić jak umie bo tu recept i wyjaśnień nie ma i nie będzie.
    Z czasem coraz łatwiej przychodzi mi zrozumienie faktu ,że ciało , jest jedynie opakowaniem zastępczym człowieka i martwienie się ,że moje ciało coś, po śmierci….jest niepoważne.
    PS
    Proszę,by nie mieli do mnie żalu widzowie, mojej z Panią Izabelą intymności publicznej bo ona nie jest wszak po to bym ja jedynie coś dostrzegła a po to by wszystkim było miło coś odkryć, w sobie, w innych w świecie….
    Wszak nie po to kocham się w Pan Izabeli by się kochać a dlatego ,że nie da się przecież inaczej.

    1. Przykro mi z powodu straty Pani bliskiej osoby. Nigdy nie wiadomo co w takiej sytuacji powiedzieć, bo i tak wszystko na nic. Zawsze zostaje Pani w pamięci zmaterializowany obraz tej osoby. Pytanie, czy to nadal będzie ta sama osoba? Jesteśmy kupą atomów misternie ze sobą poskładanych i nie wiadomo czy nasza świadomość tak samo poskłada te atomy w naszej wyobraźni. Życie jest fascynujące i fantastyczne kiedy można zastanawiać się nad takimi rzeczami. Fajnie, że mam z kim o tym pisać…
      Pani i tak wyssała mądrość ze zbyt wielu drzew w stosunku do mnie. Teraz i tak już jest nieźle, bo potrafię Panią czytać, a właściwie odczytywać. Przyznam, że na początku było ciężko. Tydzień zajmowało mi zrozumienie- co autor miał na myśli 🤔. Zastanawiam się teraz czy to Pani przystosowała swoje pisanie do moich możliwości intelektualnych, czy to może ja wzbiłam się na takie wyżyny inteligencji😉. Proszę na to nie odpowiadać, zaspokoję w ten sposób swoją próżność.

      P.S. Nie zgadzam się, że ciało to jedynie opakowanie. Gdyby tak było, można by było wyrzucić je na śmietnik, a my celebrujemy odejście. Ciało to świątynia proszę Pani.

  7. Ciekawe historie. A ta o reanimacji pracowika Apple .. Kurcze, az ciarki maialam.. Niesamowite. Ale w sumie to nie dziwi mnie to bardzo. WIem ze zdarzają sie takie rzeczy. Czasem i mnie zaskakuje niezwykla synchronicznosc zdarzen, wlasciwe osoby spotkane we wlasciwym czasie. I tak, dobro wraca pomnożone.
    A co do Ciebie Iza, to chyba wiem o czym piszesz .Też ostatnio miałam taki czas gdy wydawało mi się, że się zatrzymałam. Ze to co dobre miało sie zdarzyć już się zdarzyło. Frustrowało mnie to, ta stagnacja, ze nic sie nie dzieje,a ja nie wiem co dalej. Ale wiesz, chyba taki czas jest potztrebny. Trzeba poczekac, wciaz robic swoje, miec radary ustawione 😉 ale moze ten czas jest pottrezbny na integracje tego co juz zaszlo. To chyba taka sinusoida.

    1. Wiem Justynka, wiem. Ja to wszystko wiem. W teorii jestem świetna. Potrafię naprawiać psychiki innych ludzi, a moja własna jest taka zbuntowana.
      U Asi przeczytałam ostatnio i to mnie jakoś ujęło i poruszyło, zupełnie jakby było skierowane do mnie, że w każdej podróży trzeba się na chwilę zatrzymać. A wcześniej napisała mi, że jestem w podróży. Kurczę, ona jest chyba moim aniołem🤔. Jednym z wielu. W ogóle ja całe życie mam szczęście do ludzi. Chociaż by Ty. Obserwując Twoje zmagania z brutalną rzeczywistością, widzę jak Twoja wrażliwa dusza czasami nie może tego udźwignąć. Myśle sobie, że nie jestem sama na tym odludziu.

    2. Pani Izabelo
      W kontekście odejścia o którym pisałam…baba z wozu koniom lżej. Trzeba jakoś oszukać uczucia, pozwolić im wybrzmieć ale znaleźć jakiś balans między żartem, dowcipem, a tragedią prywatną w którą nie wolno ingerować.Mam aspergera więc i nie mam uczuć tam gdzie maja inni a mam je tam gdzie w ludziach nie istnieją.
      Ustaliłam też zasady mojego pochówku. Nie wolno zabrać do szpitala. Chcę by pozwolono mi odejść pod świerkami, tam gdzie moim psom było dobrze odchodzić a gdzie na czubkach owych drzew, rozmowy z Bogiem się toczyły i toczą i spotkania z kochankami , które chcą być tylko ze mną . Nie wolno też nikogo informować że moje ciało przestało działać. Spalić, jeśli nie da rady wywieźć do innego kraju w którym można wysypać i ograniczyć potomnym kosztów utrzymania nagrobka. Pamiętam ,że gdzieś postawiłam sobie pomnik ale gdzie , zapomniałam więc chyba był mi nienależny.
      Pani Izabelo, ma Pani rację, że ciało jest świątynią i jest mu należna dbałość i szacunek ale ja traktuję swoje jak auto. Przychodzi czas ,że nie będzie warto naprawiać. Trzeba będzie pozwolić by zjadła mnie rdza a pod świerkami będzie miejsce idealne.
      Poza przeglądami obowiązkowymi, byłam dwa razy w szpitalu. Raz po tym jak przedawkowałam a drugi raz jak wjechałam moim autem pod ciężarówkę. Ot tak bywa. Odzyskałam przytomność w szpitalu gdzie było tak cholernie gorąco , że wypisałam się nazajutrz na własną prośbę a kurowałam się w domu pod opieką lekarzy ale w chłodniejszym pokoju. Powinnam była się zabić a w sumie się tylko porządnie poobijałam. Miesiąc odpoczynku a potem czerwona szminka czarna kredka ii na wojnę ze światem.

      Pewnie bym chciała z kimś, z Panią porozmawiać ale muszę sama uporać się ze sobą, swoimi myślami, swoim strachem . Dam radę jak zwykle bo nie ma alternatywy.

  8. Pani Izabelo.
    Pani ma tak, wiele. Modlitwy, spowiednika, sakramenty, przez to gwarancje a ja mam Boga… Aż i tylko.Poza wszystkim co daje pewność, poza wszystkim co daje gwarancję. Mogę liczyć tylko , lub aż , jedynie na odpadki ze stołu innych. Był ksiądz, była msza, było … ja przecież poza tym wszystkim i księdza będą musieli przekupić ale czy to ma sens. Ja mam Boga. Cholernie kochanego Boga i chociaż wiem, że wziął ją do siebie to nie umiałam nie płakać a przecież powinnam umieć widząc jak idą razem. Jak bardzo nieuczciwie mnie nauczono, jak bardzo nieuczciwie mnie nauczono ścian między mną a Nim….totalna bzdura i wierutne kłamstwo, że muszę coś…tak jak moja miłość jest bezwarunkowa, taj przecież Jego po milion kroć bezwarunkowa dla mnie a ja debilka płaczę i to mnie tak cholernie wkurwia.

    1. Smutek i straty są nieodłączną częścią życia.
      Niektórzy ludzie wymyślają sobie Boga na swoje podobieństwo i dopasowują go do swojego życia, by w ten sposób tłumaczyć swoje grzechy. Proszę mi wybaczyć, ale Pani do tych ludzi chyba się zalicza.
      A Bóg jest jeden i jedne ma dla nas przykazania, do których mamy się stosować a właściwe, jeśli w Niego wierzymy, to chcemy się stosować i żyć wg Jego zamysłu. Dlatego tez nigdy nie rozumiałam zdania- jestem wierzący ale niepraktykujący.

      1. Które przykazania pochodzą od Boga a które od ludzi , którzy nawet go nie znali?
        Może Pani ma rację. Może idę na potępienie znajdując sobie alternatywnego Boga . Może ma Pani rację ale z drugiej strony…ci wszyscy dobrzy ludzie, ci wszyscy piękni ludzie, którzy Boga nie znają, znać nie potrafią, nie chcą a jednak robią dobrze-też pójdą do piekła ? Tak by było gdyby Bóg stosował prawo ale u Boga nie ma prawa-jest sprawiedliwość a to zupełnie inna bajka.
        Pani Izabelo
        Zabolało mnie ale dobrze Pani zrobiła pisząc szczerze i chociaż tym co napisała, podważyła możliwość ,że mam rację to ja zostanę przy swoim i wrócę do tematu miłości. Zabolało mnie co Pani napisała ale czuję ,że to była szczerość z miłości wynikająca co przeczy , kolejny raz, że Pani kochać nie umie.. Może inni Pani miłości nie dostrzegają jak i Pani sama jej też nie….ja poczułam się kochana chociaż skarcona.

        1. …mówi Pani ,że mój Bóg to moja prowizorka .Hm…dlaczego wiec dostaje wszystko o co poproszę ? Dlaczego nigdy niczego mi nie odmawia ? Dowody ? Tak, mam dowody . Tak , czasem boję się ,że w opiece ma mnie zło …boję się to prawda jednak to chwilowe.

          1. wywołała Pani u mnie lawinę. Słów, myśli , pytań, odpowiedzi , pytań i znów odpowiedzi i …zostanę z tym sama . Nie ma nikogo do polemiki. Jak zawsze.

          2. Proszę się modlić o kierownika duchowego. Jeśli to prawda, że dostaje Pani wszystko co chce, to wkrótce się pojawi😉

          3. Są dwie moce, dwie energie, dwa wilki. Jest dobro i zło. Jest Bóg i szatan. Ja nie wiem z jakiej mocy Pani korzysta. Szatan daje wszystko, żeby zdobyć duszę, ale prędzej czy później upomni się o nią. Zna Pani ludzi, którzy maja wszystko? Napewno. To dlaczego są tacy nieszczęśliwi, zagubieni, w depresjach? Bo na zewnątrz mają wszystko, a w środku pustka. Kiedyś byłam jedną z tych osób.

          4. Modlić się o coś dla siebie ?….Prosić dla siebie ?… Zmarnować okazję by poprosić dla kogoś ? . Pewnie znów wyraziłam się niejasno ale nie chcę obnażać się dalej. Już dość Myślę ,że powinnam już przestać tu pisać, obecność myśli cudzych wzbudza we mnie strach. Samo w tłumie , to dla mnie najbezpieczniejsze miejsce a gdy do kogoś się zbliżam….

          5. Przestraszyła się Pani, że nie spełnia do końca warunków Bożych? 😁 Spokojnie, może to ja się mylę.

          6. Przestraszyłam się nadmiernej intymności na jaką z Panią chce sobie pozwolić ale to scena, to teatr i widownia….

          7. Nie wiem jak z Pani, ale ze mnie podobno niezła aktoreczka😂😉

          8. Warunki Boże….ha ha ha ha ha h a…Pani wybaczy ….Miłość nie stawia warunków….Miłość jest bezwarunkowa a taka jak Boża….warunki są dla ludzi tutaj żeby się nawzajem nie pozjadali ….

          9. Pani powinna stworzyć własną religię. Za taką wolną i bezwarunkową poszłyby tłumy. Ja zostanę przy swojej, bo pewnie zjadłabym …jabłko z nie jednego drzewa.

          10. Zrozumiałam. Czasem tylko wygodniej mi grać głupią. Przez cały czas była Pani w tej komfortowej sytuacji, że wiedziała o mnie wiele, a ja o Pani nic. I tak zostało…HHHmmm… smutno.

          11. Nie zrozumiała mnie Pani ale już nie będę więcej pisała. Dość. Mogę swoim postrzeganiem komuś zrobić krzywdę.
            Będę dostępna dla Pani tylko prywatnie. Tu już dość. Dziękuję za wszystkie spektakle jakie razem zagrałyśmy . Dziękuję i widzom . Szczęść Boże.

          12. Nie umiem zadzwonić do Pani drzwi, nie umiem wsunąć pod nie listu i czy jest nadszedł właściwy czas….nie wiem….

          13. ” bo tu każdy może być kim zechce a idioci wierzą. Pedofile udają małych sympatycznych chłopców, a stare obleśne i nudne dziady inteligentów, którzy na firmamencie cyberprzestrzeni znaleźli w końcu swoje miejsce, gdzie czują się jacyś.” Myślę ,że to , przepraszam ,że bez Pani pozwolenia z prywatnej korespondencji,powinno wybrzmieć tutaj a rzecz dotyczy twórcy postaci Natalii, czyli mnie podpisującego się jako Kloszard. Jeśli spotkamy się przypadkiem , proszę mi napluć w twarz ,że jestem autorem co nie raz akcentowałem. Przepraszam ,że nie dostatecznie dosadnie rozdzielałem postać od autora.

  9. Jedni mówią o Bogu i jest to naturalne , zwyczajne. Inni mówią i dostaję szału i ataku nienawiści i wściekłości. Znaczy jedno o Bogu inne o jakimś paskudzie bo inaczej tego wytłumaczyć nie idzie.

  10. Życie zaskakuje, też się nie raz o tym przekonałam. Chciałam zaplanować całe swoje życie, myślałam, że będę szczęśliwa mając je w garści, jeśli rozplanuję cały plan, różne ewentualność. Zawsze było pod górkę. Kiedy jednak poddałam i pozwoliłam by los robił ze mną co chciał, nagle wszytko zaczęło się układać. Możliwe, że mamy jakieś swoje życiowe przeznaczenia i dopiero jak idziemy w dobrą stronę to los nam sprzyja. Wzruszająca ta historia usłyszana od fryzjera, zresztą Twoja też. Masz rację z tym dobrem, ono zawsze wraca 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *